Wiatr od lądu …

Wiatr od lądu część I.
Stanisława Fleszarowa Muskat

Dlaczego sięgnęłam po tą książkę?
Po pierwsze czytałam książkę „Nie wracają na obiad” i zauroczył mnie jej styl i klimat.  Czy inne książki też takie są?
Po drugie, autorka jest znana jako Mistrzyni powieści obyczajowej.
Po trzecie, powieść dzieje się nad polskim morzem, co w moim przypadku jest argumentem decydującym by zajrzeć do środka i choć na chwilę poczuć wiatr od morza.

Wiatrodladu
„Wiatr od lądu” to opowieść o budowie miasta Gdynia. W latach międzywojennych, zapada decyzja o budowie „okna na świat”, wiele osób o tym słyszało, choć do momentu rozpoczęcia budowy nie wierzyło w port, który ma powstać w miejscu małej rybackiej wioski.
Głównym bohaterem jest młody chłopak, który, jak wiele innych osób, przyjeżdża w nieznane, obce miejsce z nadzieją na pracę.  Tutaj wszystko zaczyna od początku, spotyka ludzi mu życzliwych i oczywiście tych, którzy nie potrafią zrozumieć tego dlaczego przyjechał. Mają tu powstać wielkie, szklane domy, tymczasem gdy prace się rozpoczynają, dookoła jest pełno robotników bez dachu nad głową. Jak wielka potrafi być ludzka nadzieja na lepsze jutro? Jak wiele człowiek może przetrwać niesiony tą nadzieją?
Wątek miłosny, wątek historyczny, obyczajowy. Przeplatają się tworząc lekturę idealną na zimowy wieczór.

Czy polecam? Zdecydowanie tak, choć na pewno nie dla wszystkich. Miłośnicy wartkiej
i dynamicznej akcji, nie znajdą tu wiele dla siebie. Miłośników pięknego słowa, dobrego, ciepłego klimatu i historii, zapraszam do lektury.

„Światu potrzebna jest nadzieja. I nieprawda, że człowiek zawsze pada tam gdzie stał. Czasem udaje mu się posunąć o krok lub dwa naprzód, a to już bardzo wiele. Nieprawda, że człowiek jest bezsilny – zaprzeczał sam sobie, swemu wybuchowi sprzed chwili, temu co wtedy mówił, gdy jej tu jeszcze nie było, zanim go przeraziło własne zwątpienie wypowiedziane cudzymi ustami. – Czasem udaje mu się zwyciężyć i nie zawsze jest to tylko zwycięstwo nad samym sobą”.