Jerzy Pachlowski „Opowiadania morskie”

(…)” poza sobą mieliśmy tysiące mil drogi znaczonej śmiercią ludzi, statków, śladami rozlanej ropy. Po przebrnięciu Atlantyku wydostaliśmy się nareszcie z mgły, sztormów, chłodnego oddechu lodowców Grenlandii i kandayjskiej tundry. Znowu świeciło słońce. Ciepłe promienie suszyły mokrą odzież i pokład, pokrywając wszystko cienką warstwą soli.”

Za nim przeczytałam pierwsze opowiadanie, pierwszą stronę, mogłam wnioskować zaledwie po tytule,  „Opowiadania morskie ” kojarzyły się z romantycznym, nostalgicznym morzem. Owszem spodziewałam się opisów sztormu i dzielnych marynarzy, dalekich portów, małych miasteczek pełnych przygód.

Po pierwszych kilku stronach wiedziałam, że to nie będą proste historie portowych rozstań i miłości ludzi morza. To nie będzie tak często opisywana walka ze swymi słabościami i lękami. To nie będą zwykłe opowiadania z podróży do innych portów. Od początku zachwycił mnie piękny język, prosty, wrażliwy, plastyczny i wyrazisty w przekazie. Urzekło mnie spojrzenie na detale, częste zatrzymanie czasu w opisywanych historiach.

„Podałem mu rękę, którą długo i mocno potrząsał. Potem, kiedy już sklarowałem cumy na rufie, widziałem chyba jeszcze przez pół godziny jego zgarbioną postać na kei, aż zmieniła się w czarną kreseczkę, a potem w czarny punkcik, który rozpłynął się w powietrzu”.

Każde opowiadanie to życie poszarpane wiatrem, każdy fragment to inne losy tęskniących bliskich. Wszystko rozkołysane falą, słoną i zimną od trosk i łez.

Czy patrzyłeś kiedyś na Morze z perspektywy śmierci, bólu, kłótni, samotności i porażek? Czy widziałeś tylko przepływające statki i machających marynarzy? Zastanawiałeś  się co przeszli oni i Ci przed nimi?

Choć dla mnie życie na morzu nie jest obce, wiem ile wymaga poświęcenia od siebie, innych i  ile wyrozumiałości. Te opowiadania pokazały inną perspektywę, tą bardziej ciemną i przyziemną. Tutaj bardziej widać, jak wiele zmienia w ludzkim życiu Morze.

„Przed godziną, zaraz na początku mojej wachty, Ocean, jakby zdenerwowany rybackim uporem, runął na nas śnieżnym, podniebnym garbem fali. Nie mam pojęcia, dlaczego w tym samym momencie, niespodziewanie dla samego siebie zrobiłem głęboki przysiad trzymając się szprych steru. W takich chwilach zazwyczaj zapierałem się nogami gretingu albo zwisałem na sterze. W huku i brzęku rozbijanego szkła oślepił mnie Ocean, który wylądował na moim grzbiecie…”

 

Kurs na siebie

„Kurs na siebie ” Piotr Guttman wyd. Krajowa Agencja Wydawnicza, warszawa 1979 …

„Obserwując pana na uczelni miałem obawy jak pracujący zrywami, choćby nawet najzdolniejszy młody człowiek, da sobie radę na statku, gdzie taki system pracy jest niemożliwy. Że nauczy się pan sterować, byłem pewny, ale nie to jest najważniejsze. Niech się pan dalej stara, niech pan trzyma kurs na siebie, na fachowość, rzetelność i sumienność. Bez wzlotów i upadków, cały czas równo … „
Morze nie lubi tych lekkomyślnych, leniwych i niepokornych. Kurs na siebie to książką, z którą w ręku przechodzisz przez czasy odległe naszym. Żeglarstwo było możliwością odkrywania egzotyki, awansem społecznym i dobrobytem. Każdy z Marynarzy miał inną motywację do podjęcia pracy na Morzu. Niektórzy chcieli od dawna, dla innych był to przypadek lub chęć zarobienia i zapewnienia rodzinie lepszych warunków. Każdy z nich zmagał się z tym samym. Czasem lęk o bliskich i tęsknota, czasem, stukający silnik nie do wytrzymania, walka z atakiem wyrostka czy odporność na przerażające zimno. Co ich zbudowało i jaki jest ten Kurs na siebie?
20160121_221539
Opowiedziane zdarzenia są prawdziwe, prawdziwa była walka o marzenia, uczenie się pokory, nietolerancji na ból. Małe rzeczy mają wielki sens. Dlaczego? Zobacz czemu w dzienniku pokładowym tak ważna jest sumienność, jednoznaczność sformułowań… Dlaczego młody Marynarz tak długo musiał się starać aż wpis był idealny.
Świat otaczający Nas się zmienia „dawniej były to urocze porty, wrota egzotyki, teraz po prostu dworce.” Sami wyznaczamy sobie horyzont do, którego chcemy płynąć a podążając do nich, licz się z ciężką pracą.

#kurs #morze #marzenia #wytrwałość<a

„Nie wracają na obiad” Stanisława Fleszarowa-Muskat

Nie wracają na obiad, Stanisława Fleszarowa-Muskat

O życiu marynarzy napisano wiele książek, choć jedna historia nie podobna do drugiej, każda przemoczona morską falą, tęsknotą raz za lądem raz znowu za morzem.
Opowieść niewątpliwie trzyma w napięciu, historia kobiet, których mężowie nie wracają na obiad to dla mnie historia pełna poświęceń i rezygnacji z „normalnego” życia na koszt, wyrzeczeń i ciągłych nerwów. Głównym bohaterem jest doświadczony Kapitan, który płynie w ostatni rejs, ma zejść na ląd i zacząć spokojne życie. Jak odnajdzie się załoga w nietypowej i trudnej sytuacji. Jak radzą sobie kobiety gdy ich mężowie są na morzu, o czym myślą?
Książka o ciepłym wnętrzu,

Stanisława Fleszarowa-Muskat  wyd. EDIPRESSE Polska

Stanisława Fleszarowa-Muskat
wyd. EDIPRESSE Polska

a w sercu gwarantowane morze, wiatr, słońce, mgła i deszcz.

Zachęcam do lektury