Stawimy żagle, czyli dobrego planu nic nie zastąpi

W każdym momencie dnia mamy do czynienia z planowaniem, lub powinniśmy mieć. W niektórych momentach planujemy, w niektórych realizujemy nasz plan lub plan innych osób…

Wachta zebrała się na lewej burcie, było ciemno i niestety padał dość mocno deszcz.
No cóż, co tu dużo ukrywać, warunki żeglugi od wczoraj nie były najprzyjemniejsze. Oficer podszedł do załogi i zaczął mówić: zmienił się lekko wiatr dlatego też postawimy dodatkowy żagiel, stawiamy grotsztaksla, tym samym mamy nadzieję przyśpieszyć
i szybciej dotrzeć do portu. Pogoda nie jest wymarzona, ale jako wachta samodzielna
i pracująca zespołowo damy sobie radę.
Co robimy, padło pytanie ze strony Oficera w kierunku lekko zmęczonej załogi.
Odezwały się pojedyncze głosy: zdejmujemy buchty, odknagowujemy szoty, potem fał wybieramy i kontrafał luzujemy, pilnujemy szotów.
Dobrze, to teraz to poukładamy, Ewa rozwiążesz sejzingi, Tomek odknagujesz fał
i będziesz go wybierał razem z Marcinem , Asia odpowiedzialna jesteś za kontrafał, odknagujesz go na komendę. Ewa i Adam zmocujecie szoty do rogu szotowego, będziecie odpowiedzialni na Szoty. Nie ma nas więcej więc musimy tak sprawnie zadziałać, jeśli ktoś zobaczy, że komuś będzie potrzebna pomoc, pomagajcie sobie nawzajem jeśli będziecie mogli.
Czy każdy wie co ma robić? Po kolei po przygotowaniu będziemy wybierać fał luzując kontrafał, potem je obkładamy, wybieramy zawietrzny szot, klarujemy liny i jesteśmy dumni z pięknie wykonanego zadania.
Wszyscy wymownie kiwali głowami, zatem przygotować, grotsztaksla do postawienia !
Ręce poszły w ruch i każdy w swoim tempie mimo kapiącego na dłonie deszczu ochoczo pracował. Zaświstały bloczki i liny zaczęły głośniej pracować, w mgnieniu oka duży żagiel powoli jechał do góry…

A teraz sytuacja druga, niestety dość często spotykana.
Będziemy stawiać, żagiel dokładnie tak samo jak do tej pory. Tak czyli Przygotować żagiel do postawienia! Pada komenda i … zaczyna się bałagan, po pierwsze nie każdy wie o którym, żaglu mówił Oficer, dwie osoby idą odknagować kontrafał, nikogo nie ma przy szotach… Żagiel powinien szybować ku górze w końcu tak pięknie wieje wiatr. Stop! Moi drodzy zróbmy tak, Adam i Ewa mocują szoty, Ewa sejzingi, Tomek fał razem z Marcinem, Asia kontrafał.
Załoga w tym momencie ma poczucie chaosu, ale układa się na wyznaczonych pozycjach, choć do końca nie wie co ma robić… Asia niestety wybiera kontrafał a Tomek z Marcinem luzują fał, zatem nic się nie dzieje i siłują się zupełnie bez potrzeby kilka chwil. Nie ma się czemu dziwić wcześniej podczas stawiania żagli byli na innych pozycjach, to dopiero drugi dzień rejsu więc nie mają wprawy. Oficer lekko zdenerwowany bardziej na siebie niż na załogę podchodzi do każdej osoby i mówi czy ma luzować, czy wybierać liny a Ewie i Adamowi pokazuje co zrobić z szotami. Super teraz praca idzie coraz lepiej, żagiel z każdym pociągnięciem rąk idzie do góry. Moi drodzy jeszcze chwila i przyśpieszymy kilka węzłów, dacie sobie radę jako zespół, dwa równe szarapnięcia i kończymy.

Widzisz jak wyglądają sytuacje, są zupełnie odwrotne. Niestety ta druga sytuacja czy na wodzie czy w biurze zdarza się dużo częściej aby szybciej coś wykonać omijamy wstęp, bo przecież „wszyscy to i tak wiedzą”, szkoda czasu. Potem wychodzi bałagan, robimy przerwę, działamy ale tak jak w drugiej sytuacji kolejne kroki robimy od końca.

A Ty z jakimi żaglami zmagasz się na co dzień ?
planowanie

Gdzie płynę, czyli jaki powinien być …. mój Kurs !

To nie będzie tekst o SMART -nym wyznaczaniu celów, nie będzie w punktach wymieniona teoria czym jest CEL i jak go realizować.
Mamy prognozy budżetowe, prognozy wydatków, firmy, prognozy pogody. .. Może od początku, prognoza to przewidywanie, coś co na podstawie pewnych wskaźników, przewidujemy, ale się nie zobowiązujemy do tego! I tu jest właśnie pierwsza różnica.

Posługując się słownictwem i terminologią żeglarską, Kapitan wyznacza kurs jednostki przed jej wypłynięciem, rzecz jak że ważna. Bardzo upraszczając, przewiduje, gdzie będziemy płynąć.
Kurs czyli kierunek, cel w jakim będziemy zmierzać. Dziś płyniemy do Portu X. Wyjdziemy o godz. 10 00 z naszego portu kursem 270, potem ominiemy mieliznę kursem 280. …
Kapitan, Oficer, Złoga, obserwują co się aktualnie dzieje dookoła, jaki jest wiatr, jaki prąd, czy nie płynie inna jednostka w naszym kierunku. Wszystko dokładnie co godzinę zapisujemy w dzienniku. Dlaczego i po co tyle zachodu? Bo wtedy można lub niekiedy nawet trzeba skorygować kurs. Nie ma takiej sytuacji gdy wychodzimy z portu mamy obrany jeden kurs i tego się trzymamy, jak po sznurku lecimy do kolejnej przystani. Aby dojść do wyznaczonego portu, kurs może nam się w trakcie drogi zmienić wiele, wiele razy, czasem wystarczy, że jeden z załogantów steruje pierwszy raz i zbyt dużo zjedzie z zadanego kursu, potem trzeba nadrobić. Zdarzy się, że wiatr się mocno zmieni na przykład z północnego na północno wschodni a my zmienimy kurs by wykorzystać warunki i przyśpieszyć. Gdy z za mgły zobaczymy nagle światła dużego promu, jest szansa, że wtedy znów zmienimy kurs… Co zatem robimy – weryfikujemy założenia. Niby może płyniemy w odwrotnym kierunku niż, chcemy, może trochę dookoła ale bezpiecznie dopływamy do celu.

Co by było gdyby Kapitan trzymał się wyznaczonego na początku kursu i mimo wyraźnych zmiennych warunków dookoła, trzymał się raz postawionego „celu”? Pewnie każdy się domyśli, że nie był by to najszczęśliwszy rejs.

Choć same działania nam się zmienią, nie zmienia się port docelowy, chodzi przecież o to by wyznaczyć bezpieczną drogę dla jednostki i wiedzieć gdzie się płynie, albo gdzie
w aktualnych warunkach jesteśmy w stanie dopłynąć. Aby kurs statku był właściwy
i bezpieczny musimy znać naszą dokładną pozycję, korzystać z map, locji, w dzisiejszej dobie GPS, spisu świateł, prognoz pogody itp.

Dokładnie tak jest z każdym celem, dlatego ciężko mi niekiedy zrozumieć, kontraktowane sztywne założenia. Realizujemy jakiś cel bo się na niego umówiliśmy, zostaliśmy do czegoś zobowiązani… Zmieniły się warunki a tym kursem, którym płyniemy wpływamy prosto, no cóż, na mieliznę. Potem wszyscy się zastawiają dlaczego, przecież projekt był tak dobrze policzony, przemyślany. Może i tak ale w warunkach panujących jakiś czas temu. Teraz statek stoi na mieliźnie i wszyscy mają kłopot. Załoga robi co może żeby wszystkimi siłami wyjść z trudnej sytuacji. A można było temu zapobiec.

Każdego dnia wyznaczamy sobie coś do zrealizowania, małe i duże cele, krótko terminowe i długo terminowe.
Gdy wyznaczamy komuś do zrobienia jedną konkretną czynność i osiągnięcia np.. kursu 270 zwalniamy z niego odpowiedzialność, ma być kurs 270 i jest, sprawa załatwiona.
Czy nie lepszym celem było by dopłynięcie do konkretnego portu? Niby brzmi podobnie a jak wielka jest różnica.

Życzę bezpiecznego płynięcia obranym kursem, prosto do Portu marzeń!

Untitled Presentation (1)