Szybkie i efektywne czytanie – codzienna pigułka w Twojej skrzynce email.

Jeśli codziennie masz problem ze zrozumieniem czytanego tekstu, brakiem czasu na czytanie lub nie lubisz sięgać po książki – zobacz jak możesz to zmienić.

Podczas 5 lekcji, które otrzymasz codziennie poćwiczysz i zapoznasz się z najprostszymi ćwiczeniami. To pigułka wiedzy niezbędna do tego aby czytać efektywniej i szybciej.
Czytanie
Dla kogo jest przeznaczony ten materiał?
Dla:
- tych, którzy uwielbiają czytać,
- tych, którzy nie lubią – zapraszam tym bardziej
- tych, którym brak ciągle czasu !

Warunek jest jeden, musisz chcieć. Tutaj nic nie dzieje się za darmo. Samo zapisanie się na listę uczestników nie zwiększy Twojej efektywności.

W 5 dni możesz podwoić prędkość czytanego tekstu, sprawdź czy szybkie czytanie sprzyja efektywności.

Wejdź tutaj:

HORYZONT BEZ KOŃCA – TRENING CZYTANIA

Trening czytania – plan

Jeśli i Ty należysz do grupy osób, którym się ciężko zmobilizować do pracy, poniżej znajdziesz link do pobrania -  przykładowy plan działania na maj.
plan ćwiczeń
Niech ta lista będzie Twoim drogowskazem do sukcesu.
Zapisuj codzienne ćwiczenia, treningi, wykonane testy czytania. czytaj szybciej i efektywniej.

Pobierz tutaj

Bogatych łączy miłość do czytania …

Dziś zachęcam do zapoznania się z postacią Warrena Buffetta, legendą biznesu
i inwestowania. Wiesz kto to jest? Warto znać tą postać.  W swoich wywiadach często zachęca innych do intensywnego czytania, jak mówi, czas poświęcony na czytanie  miał duży wpływ na jego życie zawodowe. Kiedy rozpoczynał swoją karierę inwestora, czytał od 600 do 1000 stron dziennie. Nawet teraz (mając 85 lat) 80 proc. dnia spędza na czytaniu.

W tekście do którego link znajdziesz poniżej, Warren wskazuje listę książek, godnych polecenia.

http://innpoland.pl/122613,warren-buffett-zacheca-do-czytania-oto-ksiazki-ktore-zrobily-z-niego-rekina-biznesu

pexels-photo

Czytanie i praca z treścią książki, powoduje, że wyrabiamy w sobie nawyk bycia spokojniejszym, mniej impulsywnym, między innymi właśnie to według Buffetta jest przydatne  w podejmowaniu trafnych decyzji biznesowych.

Milioner  Steve’a Siebolda, przeprowadzał badania z których wynika, że bogatych łączy miłość do czytania

Czy potrzebujesz jeszcze zachęty aby zamiast pilota sięgnąć po dobrą lekturę?
Tekst ma 681 wyrazów, czytając z 450 słów na minutę przeczytasz go w 1,33 sekundy.

Wiatr od lądu …

Wiatr od lądu część I.
Stanisława Fleszarowa Muskat

Dlaczego sięgnęłam po tą książkę?
Po pierwsze czytałam książkę „Nie wracają na obiad” i zauroczył mnie jej styl i klimat.  Czy inne książki też takie są?
Po drugie, autorka jest znana jako Mistrzyni powieści obyczajowej.
Po trzecie, powieść dzieje się nad polskim morzem, co w moim przypadku jest argumentem decydującym by zajrzeć do środka i choć na chwilę poczuć wiatr od morza.

Wiatrodladu
„Wiatr od lądu” to opowieść o budowie miasta Gdynia. W latach międzywojennych, zapada decyzja o budowie „okna na świat”, wiele osób o tym słyszało, choć do momentu rozpoczęcia budowy nie wierzyło w port, który ma powstać w miejscu małej rybackiej wioski.
Głównym bohaterem jest młody chłopak, który, jak wiele innych osób, przyjeżdża w nieznane, obce miejsce z nadzieją na pracę.  Tutaj wszystko zaczyna od początku, spotyka ludzi mu życzliwych i oczywiście tych, którzy nie potrafią zrozumieć tego dlaczego przyjechał. Mają tu powstać wielkie, szklane domy, tymczasem gdy prace się rozpoczynają, dookoła jest pełno robotników bez dachu nad głową. Jak wielka potrafi być ludzka nadzieja na lepsze jutro? Jak wiele człowiek może przetrwać niesiony tą nadzieją?
Wątek miłosny, wątek historyczny, obyczajowy. Przeplatają się tworząc lekturę idealną na zimowy wieczór.

Czy polecam? Zdecydowanie tak, choć na pewno nie dla wszystkich. Miłośnicy wartkiej
i dynamicznej akcji, nie znajdą tu wiele dla siebie. Miłośników pięknego słowa, dobrego, ciepłego klimatu i historii, zapraszam do lektury.

„Światu potrzebna jest nadzieja. I nieprawda, że człowiek zawsze pada tam gdzie stał. Czasem udaje mu się posunąć o krok lub dwa naprzód, a to już bardzo wiele. Nieprawda, że człowiek jest bezsilny – zaprzeczał sam sobie, swemu wybuchowi sprzed chwili, temu co wtedy mówił, gdy jej tu jeszcze nie było, zanim go przeraziło własne zwątpienie wypowiedziane cudzymi ustami. – Czasem udaje mu się zwyciężyć i nie zawsze jest to tylko zwycięstwo nad samym sobą”.

Silver Powrót na Wyspę Skarbów

Razem z dwójką nastolatków wyruszam w Morze, tym razem trzymamy kurs: Wyspa Skarbów. Jeśli jesteś miłośnikiem morskich przygód, walk piratów i poszukiSilver1waczy skarbu z pewnością książka przypadnie Ci do gustu. Polecam szczególnie młodzieży.

Jim i Natty, czyli główni bohaterowie stają przed wyzwaniem kontynuowania wyprawy swych ojców, skarb Kapitana Flinta czeka na śmiałków.
Można powiedzieć, że podczas tego rejsu, kłopoty stają się ich specjalnością, wiatr owiewa żagle, wpadające na pokład fale przypominają,
że takie wyprawy to nie zabawa.

Piraci, tęsknota, ciągłe wyzwania, historia o miłości. Tego możesz się spodziewać.
Czego mi zabrakło? Wartkiej akcji, precyzji, detali.

W skali Silver2Beauforta ocena na 6, czyli powiało ale do silnych wrażeń jeszcze daleko.

Wyd. SQN

Busem przez świat Australia za 8 dolarów

Australia!  Wyprawa o jakiej marzę od lat … nie na tydzień czy dwa. Taka podróż przez duże miasta i zupełnie małe miasteczka, przez pustkowia. Gdy przyszła książka, przekartkowałam ją szybko. To będzie wymarzona lektura na wieczór.
Ekipa Busem przez świat tym razem ruszyła do Australii, śledziłam trochę ich pierwszą podróż, czytałam pierwszą książkę Karola z wyprawy po Europie, wiedziałam czego się spodziewać. Mnie, nie zawiedli i tym razem.
IMG_20170108_182628
Wizy, pozwolenia, bilety lotnicze  …  Jaki zapas zupek chińskich?  Ile przejechanych kilometrów? Ile stopni upału?
I w końcu jak przetransportować tam busa?  Pytań i ciekawostek można wyliczać długą listę. Momentami miałam wrażenie, że czytam doskonale napisany poradnik młodego
i oszczędnego podróżnika.  Książka
z poczuciem humoru, swobodnym językiem, rzeczowo i konkretnie napisana. Nasza wyobraźnia jest poddawana wielu bodźcom, przyciągające opisy, zdjęcia z trasy a do tego, odnośniki do strony, gdy czytasz o kazuarach, możesz ich posłuchać.

Australia ich oczami, to nie tylko kangury, opera w Sydney i piękna przyroda, choć tak kojarzy się zazwyczaj.
Mają za nic, awarie koła na zupełnym pustkowiu, ulewy, piaskową burzę,  ograniczony budżet – jadą dalej! Dalej w stronę marzeń.  Czy są lekkoduchami? Powiedziałbym, że to rozważny luz, dzięki któremu do samego końca książki, nie mam ochoty wysiadać z tego busa;).
Trasa wyprawy była zaplanowana, choć i tak się zmienia, to nie ważne, są przygotowani
i dzielą się tą wiedzą z czytelnikiem. Dla tych, którzy się zastanawiają nad wyjazdem
w ten zakątek świata to cenne wskazówki.

Australia za 8 dolarów
Udowadniają czytelnikom, że o marzenia warto walczyć. Mieli momenty zwątpienia, gdy wyprawa staje, nie raz pod znakiem zapytania. Odsłaniają przed nami ile trudności i wysiłku kosztuje zorganizowanie choć by samego transportu czy funduszy na wyprawę. Determinacja, współpraca, zapał i wytrwałość pomagają wyjść im nie raz z krytycznych sytuacji. Bo taka wyprawa, ma i trudne chwile.  Są przykładem,
że narzekanie nie przynosi rezultatów
a uśmiechem, pracą, odwagą i radością, która ich nie opuszcza podbijają świat.

Pozostał niedosyt i cel w głowie na kolejną podróż!

Busem przez świat Australia za 8 dolarów, Karol Lewandowski, wyd. SQN Kraków 2016.

Nie lubiłam czytać, czyli kilka zdań jak zacząć czytać efektywniej i zacząć oszczędzać czas.

Nie lubiłam czytać, czyli kilka zdań jak zacząć czytać efektywniej i zacząć oszczędzać czas.

Nie lubiłam czytać, wiem, może nie tak powinien zaczynać się idealny tekst dotyczący czytania – ba efektywnego czytania. Może nie tak większość sobie wyobrażała początek.

Taka jest prawda, większość lektur do przeczytania była dla mnie problemem, nie lubiłam czytać, twierdziłam, że nic nie pamiętam i od tego bolą mnie oczy. Miałam czytać na głos, po trochu każdego dnia. Koszmar. Mój brat czytał dużo, rodzice ciągle opowiadali o fajnych książkach z ich młodości, książkach, które warto przeczytać. Niestety, zaczynałam czytać i odlatywałam myślami gdzieś daleko. Z roku na rok lektury stawały się coraz grubsze a wraz z tym pojawiało się u mnie więcej łez. Przecież tak nie może być.  Co mnie zainspirowało? Chęć przezwyciężenia swojej słabości, „lubiłam wiedzieć” i to co było chyba jeszcze bardziej absurdalne, lubiłam książki jako przedmiot, lubiłam do nich zaglądać, ale… samo ich czytanie mnie męczyło okrutnie.
books-927394_1920
„Musi być na to jakiś sposób.” „Inni czytają i sprawia im to przyjemność”, „czytam zbyt wolno dlatego nie lubię czytać” te i wiele innych myśli towarzyszyło mi jeszcze przez długi czas. Jedna wizyta w księgarni, jedna książka, jedno pierwsze ćwiczenie… ten jeden pierwszy krok. Książka Tonego Buzana „Podręcznik Szybkiego czytania”, którą wypatrzyłam przypadkiem w księgarni. To było by coś! Wtedy to była jedna z nielicznych książek, które tak ochoczo, choć z dużym dystansem zaczęłam czytać. Oczywiście, co tu dużo mówić, szło wolno, nawet bardzo wolno. Na początku do wykonania test i wynik zdecydowanie poniżej średniej, nawet powiedziałabym w dolnej granicy, dolnej normy ;).
Tego akurat mogłam się spodziewać. Dzień po dniu, strona po stronie, czytałam. Pierwsza przymiarka poszła całkiem dobrze, zachęcona podwojeniem prędkości czytania już po dwóch tygodniach ćwiczeń. Ćwiczyłam dalej. Ze 123 słów na minutę wyćwiczyłam ponad 500 słów na minutę przy zrozumieniu tekstu na poziomie 80 %. Przyszedł czas na pierwszy sprawdzian. Pamiętacie „Lalkę”? Przeczytana w jeden dzień! Kartkówka? Zaliczona. Zmieniłam punkt widzenia. Oczywiście zaangażowanie w ćwiczenia po pewnym czasie minęło. Wynik nieco się obniżył ale i tak było dobrze. Czytanie przestało mi przeszkadzać.
Po kilku latach, chciałam wrócić do ćwiczeń, czytałam szybciej ale to nie był zawrotny wynik. Powiedzmy w górnej, średniej.  Poszłam na kurs, za swoje jedne z pierwszych zarobionych pieniędzy.
Kurs szybkiego czytania, był oczywiście szybki. Wynik na koniec kursu 1200 słów na minutę 40 % zrozumienia tekstu, czyli jeśli chodzi o zrozumienie, przeciętnie. Podczas kursu i po jego ukończeniu, czytałam też ze znacznie większą prędkością: 1800, 2000 2300… słów na minutę.  Tak minęło kilka miesięcy, zaczęły się studia, do tego praca i brak czasu na cokolwiek. Praca, wykłady, ćwiczenia na uczelni, sesja, egzaminy.
Nie ćwiczyłam a do tego czytałam mało. Po dwóch latach moja prędkość czytania spadła do około 300 słów na minutę. Wiem, że to i tak więcej niż średnia, szkoda było mi mojego wysiłku. Historia lubi zataczać kręgi więc ponownie zabrałam się do pracy. Teraz już świadomie, wiedząc, że ta umiejętność bardzo pomoże mi podczas studiów. Studiowałam dziennie, nie chciałam zrezygnować z pracy bo to pozwalało mi na podróże
i bardziej intensywne kontynuowanie przygody z żeglarstwem. W weekendy często chodziłam na dodatkowe szkolenia czy kursy. Dzień ma tylko 24 godziny, skoro doby nie możemy rozciągnąć, musimy zrobić coś by działać efektywniej.
Z prostej kalkulacji, powrót do prędkości minimum 500 słów na minutę, uczynił by mnie studentem, który nie musi siedzieć nad książkami całymi wieczorami. Brzmiało kusząco, wysiłek został podjęty. Od tego momentu było łatwiej, nie chce mówić, że wszystko zaliczałam na „5″ bo niektóre przedmioty mało mnie  interesowały, lub interesowały mniej, ich nauka była zupełnie inną historią. Dawałam radę, czytałam głównie w komunikacji miejskiej, trochę w domu. Opowiadania moich koleżanek i kolegów, którzy przesiedzieli całe wieczory i noce nad materiałem, przysparzały mi bólu głowy. Żałowałam tylko jednego: dlaczego tak późno, bo już  podczas drugiej połowy studiów, wróciłam do czytania.
W tak zwanym, „między czasie” skończyłam szkołę trenerów, praca na zakończenie była poświęcona właśnie tej tematyce „Szybkie czytanie Twoim kapitałem na przyszłość”. Przygotowałam program szkolenia, przerobiłam wiele ćwiczeń według moich doświadczeń, ułożyłam treści tak jak mi było uczyć się najwygodniej. Potem zrobiłam kilka darmowych warsztatów dla studentów. Ich wyniki dodawały mi skrzydeł! Szybsze czytanie ułatwiało też moją pracę. W dużo krótszym czasie mogłam zapoznać się
z dokumentami, raportami.
pisać

Obecnie czytam z prędkością około 600 – 800 słów na minutę, czytając zwykłe codzienne teksty. Owszem czasem wolniej, czasem też dużo szybciej. Efektywne czytanie to dla mnie też wysoki poziom zrozumienia tekstu. Przeszłam przez cały scenariusz: od czytania bardzo wolnego po bardzo szybkie. Sprawdziłam kilka metod i wybrałam te, którymi dzielę się dalej. Czytam dużo, nie na wyścigi, lecz dla przyjemności z czytania.
A Ty już wiesz co zrobisz z zaoszczędzonym czasem?

Magda

Tekst ma 772 słowa czytając z prędkością  ok. 500 słów na minutę przeczytasz go
w 1, 30 sek.:
Zajrzyj tutaj i  Zrób pierwszy krok .

On już czyta … a Ty ?

Dużo pracy, kilka zmian koncepcji, wiele przygód, zatem jak zawsze… życie!
Jakiś Czas zaczęłam pracę nad materiałem, który pomoże każdemu czytać efektywniej.
Co to znaczy? Po pierwsze: szybciej, dwa, trzy razy po drugie: ćwiczyć pamięć
i koncentrację na tekście.
Dziś mogę powiedzieć, materiał jest gotowy!
„Efektywne czytanie – samodzielny trening”

Teoria, wskazówki i ćwiczenia, ćwiczenia! Kupując trening możesz umówić
się na darmową 40 minutową indywidualną konsultację (na terenie Warszawy osobiście, w innych lokalizacjach: tele/video konsultację).

Do 8 stycznia 10% taniej z kodem rabatowym: HBK#MD#002

Wejdź:
http://horyzontbezkonca.pl/
– zakładka sklep

On już czyta …  a Ty ?
czyta

 

Czarodziej wiatru, życie na regatach, czyli historia wyjątkowego żeglarza

Czarodziej wiatru, życie na regatach, czyli historia wyjątkowego żeglarza Karol Jabłoński Wojciech Zawioła wyd. Edipresse.

Światowej klasy żeglarz, skipper, sternik, prowadził zespoły żeglarskie z całego świata, mistrz świata w bojerach … tytułów można by mnożyć jeszcze wiele.
Opowieść nie o morzu a o walce jak się na nim znaleźć. To historia nie o długich morskich przygodach, pięknych portach i załogach zżytych ze sobą po latach wspólnego pływania, jakie znamy z morskich opowieści. Karol opowiada o innym, żeglarstwie, tym sportowym, zawodowym i żeglarstwie szybkich jachtów. Żeglarstwo na tą skalę, u nas nie istnieje prawie wcale i pewnie jeszcze przez długi czas będziemy mogli śledzić ten świat tylko za pomocą zagranicznych mediów. Niezaprzeczalnie, szkoda że tracimy emocje jakie wiążą się ze śledzeniem tych wydarzeń, gdy do mety dopływają nasi rodacy. Po lekturze tej książki rozumiem żal związany z brakiem zainteresowania naszych mediów,
jaki przejawia Karol.

Wojciech Zawiota podczas rozmowy z Karolem Jabłońskim, sporo uwagi poświęca przeciwnościom jakie młody chłopach, musiał pokonać aby być w tym miejscu gdzie jest teraz. Sam Karol pokazuje nam swój świat, żeglarski duży świat z perspektywy mistrza. Dla mnie obok jego skromności, historii wypełnionych po brzegi zwycięskimi historiami,  na pierwszym planie jest siła człowieka, który nie wygrywa z przypadku, wygrywa bo ten sukces zaplanował a potem ciężko pracował by po niego sięgnąć.
Książkę można powiedzieć, „połknęłam” w jeden dzień. Niewątpliwie zaskoczenie,
dla mnie również, choć świat żeglarski nie jest mi obcy, jeśli chodzi o Karola i jego sukcesy. Tak mało znany  w Polsce, choć bohater i autorytet na świecie. Pływał w wielkich regatach, dla rewelacyjnych zespołów. Choć jest indywidualistą, to jak sam mówi,
jest liderem, tworzy team i współdziała, żeby każdy jego element funkcjonował optymalnie. Zatrudnia ludzi, którzy pragną ciężko pracować, którzy pragną zdobywać sukcesy.Czarodziej wiatru

 Historia wielowątkowa. Sukcesy i wielki świat przeplatany z trudnym początkiem i żalem do warunków jakie panowały w Polsce gdy zaczynał pływać. Tak świadomy tego co chce robić, szuka możliwości za granicą. Niemcy stają się jego portem do wielkiego żeglarskiego świata.  Wytrwałość, upór, siła to pewnie tylko część tych cech, które pomogły mu sięgać po mistrzostwo. Wiele w swoich wypowiedziach wspomina o rodzinie, wsparciu żony. Wraca często myślami do ojczyzny, choć odnosił sukcesy w innych krajach, myślami powraca do naszych polskich mazur, skąd pochodzi.

Zainspirujesz się gdy masz trudniejsze momenty, zobaczysz jak można walczyć o swoje marzenia, jak droga do nich bywa trudna. Poznasz jak może smakować zwycięstwo, jakie ma uroki a jakie wady.

Udanego pływania przez kolejne strony.