Nie lubiłam czytać, czyli kilka zdań jak zacząć czytać efektywniej i zacząć oszczędzać czas.

Nie lubiłam czytać, czyli kilka zdań jak zacząć czytać efektywniej i zacząć oszczędzać czas.

Nie lubiłam czytać, wiem, może nie tak powinien zaczynać się idealny tekst dotyczący czytania – ba efektywnego czytania. Może nie tak większość sobie wyobrażała początek.

Taka jest prawda, większość lektur do przeczytania była dla mnie problemem, nie lubiłam czytać, twierdziłam, że nic nie pamiętam i od tego bolą mnie oczy. Miałam czytać na głos, po trochu każdego dnia. Koszmar. Mój brat czytał dużo, rodzice ciągle opowiadali o fajnych książkach z ich młodości, książkach, które warto przeczytać. Niestety, zaczynałam czytać i odlatywałam myślami gdzieś daleko. Z roku na rok lektury stawały się coraz grubsze a wraz z tym pojawiało się u mnie więcej łez. Przecież tak nie może być.  Co mnie zainspirowało? Chęć przezwyciężenia swojej słabości, „lubiłam wiedzieć” i to co było chyba jeszcze bardziej absurdalne, lubiłam książki jako przedmiot, lubiłam do nich zaglądać, ale… samo ich czytanie mnie męczyło okrutnie.
books-927394_1920
„Musi być na to jakiś sposób.” „Inni czytają i sprawia im to przyjemność”, „czytam zbyt wolno dlatego nie lubię czytać” te i wiele innych myśli towarzyszyło mi jeszcze przez długi czas. Jedna wizyta w księgarni, jedna książka, jedno pierwsze ćwiczenie… ten jeden pierwszy krok. Książka Tonego Buzana „Podręcznik Szybkiego czytania”, którą wypatrzyłam przypadkiem w księgarni. To było by coś! Wtedy to była jedna z nielicznych książek, które tak ochoczo, choć z dużym dystansem zaczęłam czytać. Oczywiście, co tu dużo mówić, szło wolno, nawet bardzo wolno. Na początku do wykonania test i wynik zdecydowanie poniżej średniej, nawet powiedziałabym w dolnej granicy, dolnej normy ;).
Tego akurat mogłam się spodziewać. Dzień po dniu, strona po stronie, czytałam. Pierwsza przymiarka poszła całkiem dobrze, zachęcona podwojeniem prędkości czytania już po dwóch tygodniach ćwiczeń. Ćwiczyłam dalej. Ze 123 słów na minutę wyćwiczyłam ponad 500 słów na minutę przy zrozumieniu tekstu na poziomie 80 %. Przyszedł czas na pierwszy sprawdzian. Pamiętacie „Lalkę”? Przeczytana w jeden dzień! Kartkówka? Zaliczona. Zmieniłam punkt widzenia. Oczywiście zaangażowanie w ćwiczenia po pewnym czasie minęło. Wynik nieco się obniżył ale i tak było dobrze. Czytanie przestało mi przeszkadzać.
Po kilku latach, chciałam wrócić do ćwiczeń, czytałam szybciej ale to nie był zawrotny wynik. Powiedzmy w górnej, średniej.  Poszłam na kurs, za swoje jedne z pierwszych zarobionych pieniędzy.
Kurs szybkiego czytania, był oczywiście szybki. Wynik na koniec kursu 1200 słów na minutę 40 % zrozumienia tekstu, czyli jeśli chodzi o zrozumienie, przeciętnie. Podczas kursu i po jego ukończeniu, czytałam też ze znacznie większą prędkością: 1800, 2000 2300… słów na minutę.  Tak minęło kilka miesięcy, zaczęły się studia, do tego praca i brak czasu na cokolwiek. Praca, wykłady, ćwiczenia na uczelni, sesja, egzaminy.
Nie ćwiczyłam a do tego czytałam mało. Po dwóch latach moja prędkość czytania spadła do około 300 słów na minutę. Wiem, że to i tak więcej niż średnia, szkoda było mi mojego wysiłku. Historia lubi zataczać kręgi więc ponownie zabrałam się do pracy. Teraz już świadomie, wiedząc, że ta umiejętność bardzo pomoże mi podczas studiów. Studiowałam dziennie, nie chciałam zrezygnować z pracy bo to pozwalało mi na podróże
i bardziej intensywne kontynuowanie przygody z żeglarstwem. W weekendy często chodziłam na dodatkowe szkolenia czy kursy. Dzień ma tylko 24 godziny, skoro doby nie możemy rozciągnąć, musimy zrobić coś by działać efektywniej.
Z prostej kalkulacji, powrót do prędkości minimum 500 słów na minutę, uczynił by mnie studentem, który nie musi siedzieć nad książkami całymi wieczorami. Brzmiało kusząco, wysiłek został podjęty. Od tego momentu było łatwiej, nie chce mówić, że wszystko zaliczałam na „5″ bo niektóre przedmioty mało mnie  interesowały, lub interesowały mniej, ich nauka była zupełnie inną historią. Dawałam radę, czytałam głównie w komunikacji miejskiej, trochę w domu. Opowiadania moich koleżanek i kolegów, którzy przesiedzieli całe wieczory i noce nad materiałem, przysparzały mi bólu głowy. Żałowałam tylko jednego: dlaczego tak późno, bo już  podczas drugiej połowy studiów, wróciłam do czytania.
W tak zwanym, „między czasie” skończyłam szkołę trenerów, praca na zakończenie była poświęcona właśnie tej tematyce „Szybkie czytanie Twoim kapitałem na przyszłość”. Przygotowałam program szkolenia, przerobiłam wiele ćwiczeń według moich doświadczeń, ułożyłam treści tak jak mi było uczyć się najwygodniej. Potem zrobiłam kilka darmowych warsztatów dla studentów. Ich wyniki dodawały mi skrzydeł! Szybsze czytanie ułatwiało też moją pracę. W dużo krótszym czasie mogłam zapoznać się
z dokumentami, raportami.
pisać

Obecnie czytam z prędkością około 600 – 800 słów na minutę, czytając zwykłe codzienne teksty. Owszem czasem wolniej, czasem też dużo szybciej. Efektywne czytanie to dla mnie też wysoki poziom zrozumienia tekstu. Przeszłam przez cały scenariusz: od czytania bardzo wolnego po bardzo szybkie. Sprawdziłam kilka metod i wybrałam te, którymi dzielę się dalej. Czytam dużo, nie na wyścigi, lecz dla przyjemności z czytania.
A Ty już wiesz co zrobisz z zaoszczędzonym czasem?

Magda

Tekst ma 772 słowa czytając z prędkością  ok. 500 słów na minutę przeczytasz go
w 1, 30 sek.:
Zajrzyj tutaj i  Zrób pierwszy krok .

Print Friendly

23 myśli nt. „Nie lubiłam czytać, czyli kilka zdań jak zacząć czytać efektywniej i zacząć oszczędzać czas.

  1. Nigdy nie miałam problemów z czytaniem, uwielbiałam to od dziecka. Miałam dwa lata – tak, 2! – kiedy rodzice nauczyli mnie czytać. Od tamtej pory siedziałam non stop z nosem w książkach. Szczerze mówiąc, nie sądziłam, że ktokolwiek może mieć problemy z czytaniem, że ktoś może tego zwyczajnie nie lubić :).

  2. Bardzo mnie zainspirowałaś. Po pierwsze, pisanie o niechęci do czytania jest tak bardzo nie „ę-ą” i tak nie na czasie, że sam fakt, że poruszyłaś ten ważny temat, zasługuje na szacunek.

    Moje doświadczenia są podobne – też zawsze wolno czytałam, kiedyś wolniej niż dziś, a przez to dawniej czytać nie lubiłam. Może „nie lubiłam” to złe określenie – czytanie lubiłam, bo chciałam wiedzieć. Sama czynność mnie jednak demotywowała. Po kilku godzinach, kiedy niektórzy byli już w połowie grubej książki, ja dalej tkwiłam na początku. Zwłaszcza na studiach czytanie było trudne – mnóstwo literatury przedmiotu i podmiotu (filologia polska), której nie byłam w stanie przerabiać na bieżąco, a co dopiero czytać dla przyjemności. Żałuję, że w trakcie studiów nie zapisałam się na kurs szybkiego czytania, ani że nie było wtedy audiobooków. :)

    Po skończeniu studiów mój pokój wyglądał jak antykwariat – zawalony toną niedoczytanych książek, które wzbudzały we mnie poczucie winy. Ciągle myślałam, że POWINNAM do nich wrócić. W końcu, wcale nie szybko, postanowiłam rozstać się z nimi, sukcesywnie sprzedawałam je, rozdawałam, zawoziłam do bibliotek. Łącznie pozbyłam się prawie 200 książek!

    I dopiero wtedy zaczęłam czytać naprawdę z wielką przyjemnością, a prędkość czytania znacznie się poprawiła. Nie narzucałam sobie zobowiązań (iks stron dziennie, iks książek rocznie, taka i taka lektura do przeczytania), a spośród książek wybierałam TYLKO te, które NAPRAWDĘ mnie interesowały i tak robię do dziś.

    Nie czytam, bo powinnam ani dlatego, że należy znać daną pozycję. Czytam bo chcę wiedzieć i to jest najlepsza motywacja do czytania, która sprawia, że kładąc się spać i mając w zamiarze tylko jeden rozdział, kończę o 4 nad ranem. A po przeczytaniu Twojego posta zaczęłam zastanawiać się, czy nie poszukać informacji o nauce szybkiego czytania, by co prawda dalej kończyć o 4 nad ranem, ale z jeszcze większą wiedzą. :)

  3. Osobiście kocham czytać, potrafię pochłaniać książki jak cukierki. Jest tylko jedno „ale” – musi to być książka, która zainteresuje mnie już pierwszymi stronami. Jeśli tak nie będzie, to ją odkładam, ponieważ nie lubię męczyć się lekturą, która nijak mi nie podchodzi.
    Jednak zainteresowałaś mnie tym szybkim czytaniem, wydaje mi się, że nigdy nie osiągnęłam takiej „prędkości”!
    Pozdrawiam!

  4. Bardzo dobry wynik biorąc pod uwagę, że większość ludzi nawet nie czyta :)
    Najgorsze jest to, że jak czyta się szybciej to gdzieś gubi się znaczenia pojedynczych słów a człowiek skupia się tylko na całych zdaniach a później na tym co autor maił na myśli.

    • Tu zgłoszę mały sprzeciw ;) owszem tak jest przy czytaniu bardzo szybkim, o którym piszę np. 2 tys. sł/min i podobne.
      Czytanie z prędkością ok. 500 -600 sł./ min jest dla naszego mózgu optymalne, ja nie mam poczucia gubienia słów, osoby, z którymi pracuję i ćwiczą – też nie.
      nasz umysł nie „nudzi” się wtedy w krótszym czasie dostaje informacje spójne znaczeniowo, nie „odpływamy” myślami.
      Zachęcam do ćwiczeń.

  5. Jestem pod wrażeniem, opisu tempa w jakim pochłaniałaś książki – „Lalka” w jeden dzień – szok :) Szczerze mówiąc, nigdy nie liczyłam ile słów czytam na minutę, ale nie sądzę by była to imponująca liczba :) Fajnie, że dzielisz się swoją wiedzą w tym temacie :)

  6. nigdy nie mierzyłam sobie ile czytam na minutę … aż sama jestem ciekawa :D
    w dobie audiobooków czytanie jeszcze bardziej jest przystępniejsze :) ostatnio czytałam na blogu młodej mamy, że nie ma czasu siąść z książką w ręku, ale w czasie gdy dziecko śpi, ona zajmuje się gotowanie, sprzątaniem, prasowaniem i słucha audiobooków :D

  7. Ja od kiedy pamiętam czytałam i to z przyjemnością. Miło wspominam pierwszą wizytę w bibliotece z babcią, jaką radością było wybieranie książek. Lata praktyki sprawiły, że czytam szybko, jak szybko – tego nie wiem. Twój post zainspirował mnie, aby zrobić test, sprawdzić moją szybkość czytania i ewentualnie popracować nad nią.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>